Ułatwienia dostępu
Przejdź do głównej treści

logocolours200 czaszka WChP2020net           
 "... Od kołyski aż po grób, tylko Harley, jeden Klub..."

Centrum Pomocy

Wygląda na to, że nie udało nam się znaleźć żadnych elementów zawierających

2020.09.25 - Sandomierz, Rzeszów, Bieszczady

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami tydzień po naszym oficjalnym zakończeniu sezonu ruszyliśmy na południowy-zachód kraju. bieszczady
Bieszczady. Po drodze kilka osób odwiedziło Sandomierz, by w piątkowe południe cała grupa spotkała się w GOC-Harley-Davidson Rzeszów. W Sandomierzu - mała retrospekcja po ostatniej wizycie, tym razem ze zwiedzaniem podziemnego tunelu i przejażdżką pojazdem turystycznym. Sprawdziliśmy kilka znanych i nieznanych nam miejsc. Następnego dnia - wizyta u Darka i Kruszynki, następnie całą już ekipą - odwiedziny wspaniałej siedziby rzeszowskiego dealera H-D. Dołączamy do wszystkich mówiących - och i ach, chyląc czoła  przed inwencją twórczą projektanta wnętrza. Diabeł tkwi w szczeglach, a tam ich bez liku. Wrażenie też zrobił doskonale wyposażony warsztat wraz z powstającymi właśnie nowymi customami. Chętnie byśmy tam zostali dłużej, ale musieliśmy jeszcze zaliczyć rzeszowską restaurację Lord Jack. Tam również był ślad H-D GOC, a pozostały wystrój wielu sal obiektu  to klasa sama w sobie. Jedzenie również było na najwyższym poziomie, więc oba wspomniane miejsca to obowiązkowy punkt programu każdej wizyty w Rzeszowie. Opatrzeni i najedzeni ruszyliśmy do Lutowisk, zatrzymując się po drodze na chwilę w Bieszczadzkiej Przystani Motocyklowej. Akurat spotkanie miała tam grupa Indiana, więc chwilę się pokręciliśmy. Po przyjeździe na miejsce - szybka rozgrzewka domowymi nalewkami i wieczór można było zaczynać. Sobota powitała nas deszczem, więc po mokrym ruszyliśmy na zaplanowaną przez naszego RoadCaptaina  'osemkę' bieszczadzkimi trasami. Dzionek zleciał z przygodami, ale to już na inną opowieść. Faktem jest , że obiadek zjedliśmy w urokliwym miejscu. A wieczorem - urodziny z tortem i toastami. Rano jedni ruszyli na W-wę, drudzy na Poznań... jedni przejechali w weekend 900km, inni 1600km :-). Jedni wracali w deszczu, inni nie. Ważne, że razem dla 15 hareyków ( 22 osoby) zrobił się niezły przebieg. I oto chodziło !

Sandomierz