Ułatwienia dostępu
Przejdź do głównej treści

logocolours200 czaszka WChP2020net           
 "... Od kołyski aż po grób, tylko Harley, jeden Klub..."

Centrum Pomocy

Wygląda na to, że nie udało nam się znaleźć żadnych elementów zawierających

2011.03.04 - Floryda 2011 USA

Na wyjazd na rocznicowy zlot w Daytona Beach (USA) zdecydowaliśmy się dość późno, bo niewiele ponad  3 miesiące przed imprezą. Skutkowało to niestety droższymi biletami lotniczymi  :-( . Ze wzgledu na różny czas i miejsce wylotu  polecieliśmy w trzech grupkach. Jak się potem okazało - zostało już tak do końca wyjazdu z racji podziału na miejscu  na grupę męską, kooedukacyjną i rodzinną :-). Faktem jest , że wszyscy razem byliśmy pierwsze dwa dni i ostatni dzień w Orlando -  w miejscu naszego przylotu i odlotu z USA. Wylot z Okęcia odbył się planowo, a w czasie lotu zwyczajowo  miała miejsce miła współpraca z załogą samolotu.Po przylocie do Orlando - wspólny dwudniowy pobyt w hotelu i zwiedzanie okolic wynajetymi samochodami, m.in. Universal Studio i Przylądek Canaveral. Dalej podzieliliśmy się. Jedna grupa "poleciała" wynajętymi w Eagle Riders harleykami na Key West, Aligator Park, Miami i Daytona Beach, druga - zaczęła od dwudniowego pobytu w Daytona Beach  i dalej - wspomnianą już trasą poprzez Florydę. W sumie - 5 dni na harleykach i przejechane 1600 km. To dobra rozgrzewka przed czekającym nas  kolejnym, bogatym w wyjazdy sezonem motocyklowym w Europie. Temperatura ok. +20C, jazda bez kasku, luzik. Wieczorami bywało chłodno. Ale jak zwykle daliśmy radę...
daytona
A jeśli chodzi o sam zlot w Daytonie, to ma się to tak:
Po zaliczonym Sturgis Rally w 2010 przyszedł czas na Daytonę. Wreszcie mogliśmy skonfrontować robione przez innych dotychczasowe porównania tych dwóch zlotów . I co ? Warto zaliczyć? Tak. Inne klimaty, inne harleye i przede wszystkim marcowy termin, zbliżająy nas do upragnionego  sezonu jazdy. Mówiąc Daytona Bikeweek trzeba wiedzieć, że nie istnieje jedno  miejsce, które w naszym pojęciu moglibyśmy nazwać zlotem. My zaliczyliśmy cztery główne. Na początek  Main Street  w Daytona Beach, po której w tę i z powrotem jeżdżą motory, ale i samochody. Po obu jej stronach są przeróżne sklepy z motocyklowymi ciuchami, akcesoriami itp. Jest też nieodłączna gastronomia, gdzieniegdzie wzmocniona mini sceną, na której produkują się muzycy , uprzyjemniając  czas całej motocyklowej braci. Żeby zobaczyc ogrom znanego nam z innych zlotów shoppingu trzeba odjechać ponad 20 mil do Rossmayera - wielkiego dealera. Tam rozstawione jest prawdziwe miasteczko sklepowo-wystawowe wielkością przypominające nam europejskie FaakerSee. Trzecie miejsce to teren przy słynnym torze wyścigowym Daytona, który stał się  bazą dla customizerów i wystawców motocyklowego hardware'u wszelakiej maści. Tu można nacieszyć wzrok ciekawymi wydumkami . Na koniec trzeba wspomnieć o małej, klimatycznej knajpce IronHorse, która w stylu małego, westernowego zajazdu wita gości muzyką, gastronomią, prostotą z kowbojskich czasów. W dwa dni pobytu można spokojnie wszystko to obejrzeć. W przeciwieństwie do Sturgis wreszcie widać inne harleye niz elektry - pewnie wynika to z bardziej centralnego położenia Dayotny względemi innych stanów USA. Dużo jest chopperów innych  niż harley marek, ale i nie tylko chopperów. Podobnie jak w Sturgis  nigdzie nie uświadczymy barw klubowych. Wszyscy chodzą w koszulkach sygnowanych przeróznymi zlotami i motocyklowymi  formami. Do większości zamkniętych obiektów ( knajpki, kluby) wręcz jest zakaz z nimi wchodzenia. Poza tym kupuj, konsumuj, płać. Czy to samo nas czeka w Europie ? Już tak jest . Takie czasy. Komercja = kasa, a bez nie nie będzie już żadnej, dużej imprezy ...

Okęcie-Orlando