2010.07.18 - Trzy wyspy dwa wulkany
Niedzielnym świtem, w końcówce zlotu HOG w Lugano, ruszyliśmy w nieznane, na południe. Słońce grzało niemiłosiernie, opadało wszystko (co widać na jednym ze zdjęć). Przyjęliśmy więc dwie strategie podróżowania. Olek top-less ja w czarnej skórzano-tekstylnej, przewiewnej kurtce. Obydwie się sprawdziły. Z Livorno przepłynęliśmy na Korsykę. Cudowna wyspa, niezwykle przyjazna turystom. Raj dla motocyklistów. W pierwsze dwa dni pokonałem więcej zakrętów niż przez dotychczasowych pięć lat jeżdżenia motorkiem. Hotele i knajpy oraz plaże przysposabialiśmy ad hoc. To wielka zaleta jazdy w małej grupie. Poznaliśmy kupę miejscowych, ludzi, trunków i potraw. Z Korsyki hyc na Sardynię. Tu równie pięknie i przyjaźnie tylko mniej zielono. Jeden dzień wypoczynku na szmaragdowym wybrzeżu i dalej w drogę do portu w Bonifacio. Stamtąd do Palermo, na Sycylię. Tu przez góry w poprzek wyspy do Taorminy u stóp Etny, gdzie czekał nas kolejny dzień wypoczynku wśród starożytnych ruin. Sycylia mocno gorąca i kamienista ale warto zobaczyć i zasmakować lokalnych, górskich dróg. Przez Mesyne na kontynent i dalej lewą stroną buta pod Wezuwiusza do Pompei, po czym w poprzek buta przez Monte Casino, by kontynuować prawą stroną buta z przystankiem w San Marino do Wenecji. Ta droga choć ciekawa (unikaliśmy autostrad) ma się kiepsko do tej przez wyspy.
W 12 dni przejechaliśmy 3.500 km i było nam mało. Z całą pewnością jeszcze tam wrócę. Szczególnie na Korsykę i Sardynię. Cudowne widoki, super drogi, przepyszna kuchnia, przyjaźni ludzie i … wino. Nie da się tego zapomnieć.








PL
DE
EN 