Ułatwienia dostępu
Przejdź do głównej treści

logocolours200 czaszka WChP2020net           
 "... Od kołyski aż po grób, tylko Harley, jeden Klub..."

Centrum Pomocy

Wygląda na to, że nie udało nam się znaleźć żadnych elementów zawierających

2010.07.23 - Podlasie w weekend


Nasza impreza rozpoczęła się na stacji BP w Starej Miłosnej w 34 stopniowym upale. Impreza kameralna, bo było 7 osób, 5 motorków i w Białowieży dołączył kabriolet crossfire. Ruszyliśmy przez Sulejówek, Węgrów, Sokołów Podlaski do Drohiczyna. Głosami większości postanowiliśmy, że kościoły, cerkiew i miasto będziemy zwiedzać w Siodle. Potem pognaliśmy w stronę Siemiatycz zatrzymując się na chwilę nad brzegiem Bugu, gdzie mieliśmy krótką przerwę na mineralną. Za Siemiatyczami poczuliśmy piękno pustej drogi, bajecznej podlaskiej przyrody i ogromu ciepłego popołudniowego słońca. Dotarliśmy tak na tankowanko do Hajnówki [brawa dla przemiłych Pań z obsługi ORLEN-u, co nas i motorki napoiły, zrobiły nam hot-dogi z sosem duńskim i wywiązała się sympatyczna pogawędka].  Po chwili wytchnienia ruszyliśmy w Stronę Białowieży. Pożegnaliśmy Hajnówkę i zaraz pojawił się wysoki las z obu stron szosy, który nazwaliśmy aircon, bo było bajecznie w ten upalny dzień na motorkach w cieniu drzew. Co by nie próżnować postanowiliśmy trochę pooglądać Białowieżę. Zaczęliśmy od Granicy z bratnim Białoruskim narodem. Panowie pogranicznicy jak zobaczyli motorki, chłopaków z WChP i statyw z aparatem to nawet otworzyli nam szlaban.

Po granicy ruszyliśmy na objazd Białowieży, by dotrzeć do restauracji carskiej – perełka w tym dziewiczym zakątku Polski. No i tam derezyny, stare lokomotywy i podziwianie piękna tego miejsca. Witek stwierdził, że obsługa derezyny ma wspaniały lizak do kierowania ruchem, który współgrałby z naszymi syrenami na Harlejkach. A restauracja carska to nic innego jak zaadoptowana stacja kolei carskiej na dość sympatyczną restaurację.

Dochodziła już godzina 21:00 więc udaliśmy się na odpoczynek do Sioło Budy gdzie uniemożliwiliśmy zamknięcie gospody o kilka godzin i poznaliśmy bliżej przesympatycznego człowieka zawiadującego tym interesem,

Ranek był ciężki … z powodu silnych upałów. Pojechaliśmy więc na Tykocin. W Tykocinie zwiedziliśmy synagogę, zrobiliśmy dokładny objazd miasta i pognaliśmy do Pętowa gdzie odwiedziliśmy europejską wieś bocianią a w niej 34 pary bocianie i 60 młodych – to jest wynik, pomyśleliśmy…

Po Pętowie miała być gospoda w Kiermusach ale stwierdziliśmy, że mamy lepszy pomysł i ruszyliśmy na kultową rybkę do Rajgrodu. Pomysł okazał się słuszny. Po rybce postanowiliśmy, że jedziemy na zasłużony odpoczynek i udaliśmy się do zagrody Kuwasy. Tam szybko zrobiliśmy refresh i zorganizowaliśmy biesiadę w czasie której poznaliśmy gospodarza i spędziliśmy dużo fajnego czasu.

Niedziela to poranek i smutek, że czas już wracać, ale powrót zrobiliśmy przez Osowiec starą „carską drogą”. Widoki cudowne, po drodze postój na kawkę i słodkości. Po czym w stronę Warszawy gdzie jeszcze ostatni obiadek za Wyszkowem i snucie planów na następne imprezy.

 

                                                                                                                     Radek.