Ułatwienia dostępu
Przejdź do głównej treści

logocolours200 czaszka WChP2020net           
 "... Od kołyski aż po grób, tylko Harley, jeden Klub..."

Centrum Pomocy

Wygląda na to, że nie udało nam się znaleźć żadnych elementów zawierających

2010.08.26 - Harasiem po Japonii

Z małym opóźnieniem chciałbym przedstawić Wam krótki opis wyprawy do Japonii. W długie zimowe wieczory często wracamy do wspomnień z ostatniego sezonu i w ramach tych wspomnień proponuję krótkie podsumowanie tej wyprawy. 

 

Harasiem po Japonii 26.08 – 12.09.2010

 

 

1. Po długich przygotowaniach, „okraszonych” dziesiątkami maili i licznymi rozmowami telefonicznymi, wystartowaliśmy z lotniska we Frankfurcie do Tokio. Na lotnisko Narita, punktualnie (po 10h30” lotu) i z gracją, dostarczył nas największy obecnie pasażerski samolot świata, Airbus 380-800. Ogromna maszyna, z 486 osobami na pokładzie, imponuje nie tylko swoimi rozmiarami. Jedną z nowinek, przydatną dla pasażerów, jest możliwość obserwowania obrazów z trzech zewnętrznych kamer - pierwsza pokazywała obraz widoczny z kokpitu, druga kierunek lotu i była umieszczona na pionowym stateczniku samolotu, trzecia obraz ziemi znajdującej się aktualnie pod samolotem. Japonia powitała nas wysoką temperaturą, która przez cały nasz pobyt wahała się w granicach od 30 do 370C. Po krótkim odpoczynku spotkanie z naszym japońskim road captain’em i Michiko, która dopinała w czasie naszego pobytu logistykę podróży. Wieczorem pierwsze „spotkanie” z kuchnią japońską – Nabuałaki okazał się niezastąpionym przewodnikiem po tym obszarze..

 

{accordion}::{/accordion}

 

2. Pierwsze dwa dni spędziliśmy w Tokio. W sobotę, aby dostać się na tokijską giełdę rybną, musieliśmy wstać o 3 rano. Tylko 150 turystów jest wpuszczanych na teren giełdy, a i tak byliśmy w 8 dziesiątce. Ruch, gwar, wielkość oraz sam proces licytacji ryb – dla nas zupełnie „nieczytelny” - zrobił na nas duże wrażenie. Mieliśmy okazję oglądać sprzedaż tuńczyków – nigdy nie myślałem, że są to aż tak duże ryby (max do 250kg) J, których dziennie (raczej o poranku) sprzedaje się prawie 3000 sztuk.

 

{accordion}::{/accordion}

 

3. Po śniadaniu, oczywiście japońskim, plan zwiedzania przedstawiał się następująco: świątynia Asakusa Kannon, pałac cesarski (niestety tylko z zewnątrz, gdyż był wówczas zamknięty dla turystów), świątynia Meiji Shrine (tu natknęliśmy się na japoński ślub – dość odmienny od tych, do których przywykliśmy) oraz wizyta na Tokio Tower, gdzie z wysokości prawie 200m mogliśmy oglądać panoramę Tokio. Tam, pierwszy raz podczas naszego pobytu, mieliśmy okazję zobaczyć, co prawda z daleka, świętą górę Fuji (3776m.n.p.m.).

 

{accordion}::{/accordion}

 

4. Drugiego dnia odebraliśmy motorki. Po krótkich oględzinach, ustaleniu zasad i kolejności jazdy ruszyliśmy za naszym japońskim road captain’em przez Jokohama Bay Bridge (piękna panorama Jokohamy), Kamakurę i Owakudani w kierunku parku narodowego Hakone. Podjeżdżając pod Owakudani niektórzy z nas „zagotowali” swoje motorki – upał plus jazda pod górę w długim korku zrobiły swoje... J

 

{accordion}::{/accordion}

 

5. Z Hakone przez Toba i Iga udaliśmy się do Kyoto (w tłumaczeniu – stolicy stolic). Upał dawał się we znaki. Dużo ulgi sprawiło nam wiązanie białych, zmoczonych zimną wodą ręczników na szyi – powszechnie stosowane przez japońskich bikersów.

 

{accordion}::{/accordion}

 

6. W Toba mieliśmy okazję po raz pierwszy przenocować w typowym japońskim hotelu. Strój obowiązkowy to kimono i klapki – wyglądaliśmy w nich dosyć komicznie. Szczególnie trudno było dopasować rozmiar klapek J, ale z pomocą obsługi hotelowej udało się znaleźć ich europejskie rozmiary. Kolacja była oczywiście również w stylu japońskim. Pełna gama dań – w tym, najbardziej znane nam sushi, sashimi, tempura, tofu, zupa miso, doskonałe piwo i rożne gatunki sake sprawiły, że w doskonałych humorach udaliśmy się do przygotowanych w międzyczasie łóżek, a raczej legowisk. J

 

{accordion}::{/accordion}

 

7. W Iga odwiedziliśmy muzeum poświęcone wojownikom Ninja. Mieliśmy okazję zobaczyć przemyślne kryjówki, ubiory, sposoby kamuflażu oraz cały asortyment broni – od mieczy, noży, rożnego rodzaju rzutek, do narzędzi, ułatwiających wojownikom wykonywanie ich misji.

 

{accordion}::{/accordion}

 

8. Z Iga pojechaliśmy górską drogą w kierunku Koyto. Szerokość drogi miejscami wynosiła zaledwie 2m, także potencjalna mijanka oznaczała zjechanie na pobocze. Na szczęście jakość nawet tego rodzaju dróg w Japonii jest bez zarzutu.. Piękne krajobrazy, rosnące wzdłuż drogi potężne sekwoje, poukrywane w małych dolinach wioski z tarasowymi polami ryżowymi, robiły wrażenie. Dotarliśmy do Koyoto przy 37 stopniowym upale.... a wieczorem kolacja w lokalnej, nie odwiedzanej przez turystów, knajpce –  było wesoło ....

 

{accordion}::{/accordion}

 

9. W Kyoto spędziliśmy trzy dni. Zupełnie inne miasto niż Tokio. Tu historia wyłania się z każdego zaułka – niska zabudowa, prawie 1300 świątyń. Zobaczyliśmy te najważniejsze – Kinkankuji (jej największą atrakcją jest złoty pawilon) z XIVw., wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, Sanjusangendo – z 1001 posągami Buddy wykonanych z cyprysu japońskiego z XII i XIIIw., Kiymizu – zbudowaną bez użycia nawet jednego gwoździa, z tarasu której rozciągała się piękna panorama Kyoto. Duże wrażenie zrobił na nas również zamek Nijo (pocz. XVIIw.) – historyczna siedziba Shogunów. Klasyka japońskiej architektury, prawie 30ha ogrodów w centrum miasta, wpisana do rejestru światowego dziedzictwa UNESCO. Rozległa budowla, w której zaprezentowana jest historia (w tym sceny z życia dworu) panowania Shogunów w Japonii.

 

{accordion}::{/accordion}

 

10. Drugi dzień w Kyoto rozpoczęliśmy od zwiedzenia jego najstarszej części, następnie odbyliśmy „oczyszczające” medytacje ZEN i zapoznaliśmy się z ceremonią parzenia herbaty. Śmiechu było co niemiara – obie ceremonie wymagały od nas dużej mobilizacji, aby zachować powagę sytuacji. J Po południu odwiedziliśmy świątynię Tenryu-ji (Swiątynia niebiańskich smoków z XIVw.) Ciekawostką przyrodniczą był dla nas bambusowy las rosnący w okolicach świątyni. Późne popołudnie zarezerwowaliśmy na spotkanie z harleyowcami z Kyoto. Wizyta u dealera, zakupy, spotkane z członkami Takaragaike Chapter i wspólna kolacja – nasze chapterowe syrenki zrobiły furorę. J

 

{accordion}::{/accordion}

 

11. Trzeciego dnia ekspress Shinkansen zabrał nas na całodniowy wypad do Osaki. Pokonanie 45-kilometrowego dystansu, bezszelestnie i w komfortowych warunkach, zajęło nam mniej więcej 12 minut.. Tak na „oko”, na tym krótkim dystansie rozpędził się do około 240 km/h. Osaka, piękne, nowoczesne miasto – port. W zamku Osaka przymierzyliśmy samurajskie stroje, co wzbudziło wśród zwiedzających Japończyków duży entuzjazm, lampy błyskowe aparatów „strzelały” jak na pokazie mody. J Jedną z większych atrakcji Osaki jest akwarium o niespotykanych rozmiarach (8 piętrowy budynek, główny zbiornik o głębokości 15m), z ogromnymi rybami – zbudowane jak kilka innych obiektów na Expo’70. Panorama miasta z „pływających” ogrodów „zawieszonych” na wysokości 173 metrów jednego z ciekawszych architektonicznie wieżowców Japonii jest również godna polecenia.

 

{accordion}::{/accordion}

 

12. Ostatni wieczór w Kyoto spędziliśmy w towarzystwie Meiko i dwóch Geiko – pań, które zaprezentowały nam pieśni i tańce japońskie, a po występach umilały nam czas zabawiając rozmową i grami typu „papier, kamień, nożyczki”. Sake serwowano w nieograniczonych ilościach. J

 

{accordion}::{/accordion}

 

13. Następnym etapem naszej eskapady była Hiroszima. Piękne, nowe miasto zbudowane przez Japończyków w ciągu 65 lat. Przed południem, po prawie godzinnej jeździe lokalnym tramwajem, odwiedziliśmy jedno z trzech najpiękniejszych widokowo miejsc w Japonii – wyspę ze świątynią Itsukushima (popularnie zwaną Miyajima – umieszczoną również na liście UNESCO) z charakterystyczną bramą Torii. Jest to jedno z najczęściej odwiedzanych i fotografowanych (oprócz góry Fuji) miejsc w Japonii. Po południu zwiedziliśmy muzeum upamiętniające tragiczną historię miasta. Dopiero po wizycie w nim tak naprawdę dociera do ludzi ogrom tragedii, jaka rozegrała się 6 sierpnia 1945 roku

 

{accordion}::{/accordion}

 

14. Kolejnym punktem naszej wycieczki było Kobe. Pojechaliśmy tam głównie po to, aby spróbować legendarnej wołowiny (krowy pojone piwem i masowane po każdym posiłku). Smakowała wybornie – delikatna jak mięso tuńczyka, palce lizać. J Kobe to również piękne, duże mosty (każdy innej konstrukcji), łączące miasto, port i wyspę. Ciekawostką była też kolejka miejska, jeżdżąca po wysokiej estakadzie, którą kierowały..... komputery. Dziwne uczucie,  kiedy wszystko wykonuje się automatycznie bez ingerencji człowieka.

 

{accordion}::{/accordion}

 

15. Z Kobe udaliśmy się w kierunku Gifu, zahaczając po drodze o Seki, słynące z wyrobu znakomitej jakości stali na noże i katany. Odwiedziliśmy mistrza Fujiwarę Kenefusa, należącego do rodziny, która od 25 pokoleń wykuwa japońskie miecze – katany. Miesięcznie wytwarza jedną katanę, za którą trzeba uiścić zapłatę w wysokości ok. 105 tys. zł. J Ciężka praca, ale efekt jej jest naprawdę wspaniały. Mieliśmy nawet okazję spróbować w tym fachu swoich sił.

 

{accordion}::{/accordion}

 

16. W Gifu czekał nas nocleg w tradycyjnym japońskim hotelu. Kolacja również w strojach lokalnych. Tym razem zjedliśmy ją na łodzi. Atrakcją wieczoru był pokaz połowu ryb z pomocą .... kormoranów. Rybak, mając na uwięzi ok. 8-10 kormoranów, holuje je obok płynącej łodzi. Kormorany nurkują w poszukiwaniu ryb i łapią je w wole pod dziobem. Rybak uważnie obserwuje ptaki i wyciąga na łódź te, które maja złapane ryby, aby następnie je wycisnąć z ptaków. Dosyć oryginalna metoda połowu ryb z prawie dwuwiekową tradycją.

 

 

{accordion}::{/accordion}

 

17. Z Gifu udaliśmy się w kierunku Kawaguchiko, mijając po drodze okolice Nagano. Odwiedziliśmy też dealera HD w Wakakusa – Yamanashi Chapter. Wymieniliśmy się  znaczkami, zaliczyliśmy szybki „schopping” i zrobiliśmy z nowymi kolegami wspólne zdjęcia, po czym zjedliśmy obiad w lokalnej restauracji.  Gospodarze byli tak mili, że eskortowali nas do granic miasta. Był to najchłodniejszy dzień naszej wycieczki, temperatura spadła do 25 stopni, od czasu do czasu dosyć mocno pokropiło, także pierwszy i ostatni raz przydały się nam stroje przeciwdeszczowe.

 

{accordion}::{/accordion}

 

18. Ostatni dzień na motorkach to wycieczka po Fuji Hakone National Park - piękne okolice góry Fuji, kręte drogi często „przyklejone” do górskich zboczy, jeziora i urocze doliny. Niestety tego dnia chmury zakryły przed nami najwyższą gorę w Japonii, więc postanowiliśmy wjechać na nią motorkami. Dojechaliśmy do wysokości ok. 2300m. Dalej droga została zamknięta ze względu na szkody, jakie wywołał ostatni tajfun. Zrobiliśmy zdjęcia w chmurach na przydrożnym parkingu i ruszyliśmy w drogę przez Atsugi i Kamakurę do Tokio. Wieczorem, po przejechaniu w Japonii w prawie 2,5 tys. km, oddaliśmy motorki. Jeszcze dwa dni „oddechu” w Tokio i powrót do domu. J

 

{accordion}::{/accordion}


  

19. W ciągu tych 16 niezapomnianych dni mogliśmy zweryfikować swoje dotychczasowe wyobrażenia o Japonii. To, co ujęło nas najbardziej, to duża życzliwość, grzeczność i czystość (nie udało nam się zauważyć nawet jednego „peta” na ulicy) Japończyków. Piękna przyroda, wspaniala kultura, doskonałe drogi, godna i zacna kopanija – czego można chcieć więcej? J Organizacja wyjazdu była doskonała – każdy z nas miał swój wkład w układaniu harmonogramu wycieczki ale szczególnie duże słowa uznania i podziękowania należą się Krzyśkowi Franczakowi za pomysły oraz finalne dopięcie szczegóów – nie „zgubiliśmy” ani jednej godziny wyjazdu, atrakcja goniła atrakcję i tylko upał dawał nam się we znaki. I te japońskie ...... sedesy - coś niesamowitego, szczególnie przy pierwszym użyciu. J Kierunek japoński niniejszym można uznać za otwarty.... J

 

{accordion}::{/accordion}