Identificarse

Login

Usuario
Password *
Recordarme

2011.05.21 - Biograd by Radek, Włochy i Chorwacja w 9 dni

Ruszyliśmy w sobotę 21.05.2011 w doborowym 5-cio motorkowym składzie z Warszawy. Pierwszy postój w Częstochowie. Pogoda była rewelacyjna. Po południu dotarliśmy do Republiki Czeskiej do pięknego miasta Ostrawa, gdzie przewidziany był program kulturalny w towarzystwie przyjaźni polsko-czeskiej, by odpocząć po trudach podróży. Z samego rana ruszyliśmy do Grazu. Pogoda po raz kolejny wyśmienita, towarzystwo doborowe, piękne Alpy za szybą kasku.

Kolejnego dnia ruszamy z Grazu do Wenecji. We Włoszech upał piekielny w ilości +34st.C. i bezchmurnego nieba. W tych samych Włoszech rozpoczynamy przygodę kulinarną zaczynając od makaronów. Po południu docieramy do hotelu i po szybkim przegrupowaniu sił ruszamy za groblę do starej Wenecji, gdzie spędzamy dużo czasu i cieszymy nasze zmysły widokami i smacznymi wyrobami z miejscowych winogron. Oczywiście cały czas przewija się temat harleyków i kolegialnie ustalamy, że następnego dnia ruszamy do Verony i lokalnych dealerów HD. Całą wyprawę prowadzi wprawny biker "Wiciu", który na potrzeby naszej ekipy został mianowany "Road Captain’em". Dzielnie prowadzi nas przez gąszcz włoskich ulic i autostrad, dostarczając wielu pozytywnych przeżyć związanych z trasą i okolicznymi widokami. Około południa docieramy do Verony. Upał przepotworny, co powoduje, że robimy szybkie zaliczenie Collosseum i tarasu Julii. Jeszcze małe co nieco na ząb i dalej w drogę do Wenecji. A w Wenecji znowu chodzimy, siedzimy i podziwiamy. No i nadchodzi środa i droga do Biogradu przez Słowenię. Droga cudna poprzez malownicze góry, piękne zakręt. Motorki chętnie się składają, a my jedziemy i podziwiamy. Docieramy tak do Rijeki w Chorwacji, skąd trasą Adriatycką zaliczamy ok. 300 km wspaniałych zakrętów, zlokalizowanych pomiędzy skałami i Adriatykiem. Na początku ogromny zachwyt, ale po kilku tysiącach zakrętów czekamy na koniec trasy i miasto Biograd. Na szczęście nasz Road Captain "Wiciu" organizuje wyprzedzanie grupy Holendrów, co wnosi powiew świeżości od monotonnych zakrętów. W środę po południu jesteśmy w Biogradzie i robimy rekonesans tego miejsca, zakończony pozytywnymi wynikami. W czwartek zlot i wycieczka do parku narodowego KRKA, który urzekł nas swoim pięknem, a szczególnie Andrzeja, który kontemplował i upajał się pięknem krajobrazów. W piątek POKER RUN i wieczorem ruszamy do Grazu, jako, że nie mogliśmy zagrzać miejsca bez przynajmniej 300km w siodle dziennie J. Do Grazu przyjeżdżamy tuż przed burzą, co traktujemy jako dobry znak. Znak okazał się dobry, bo kolejnego dnia od rana ulewa. Ale co tam twardziele, jedziemy. I tego dnia robimy prawie 600 km z Grazu do Rybnika w solidnym deszczu. Docieramy do Rybnika i ... przestaje padać. Jak mówią, lepiej późno niż wcale. Następnego dnia wracamy do Warszawy w słoneczku i na tym kończymy tę intensywną i cudną wyprawę. Wyprawę można podsumować w skrócie : 9 dni, 4000km, wiele nowych doświadczeń i wspaniałych przygód.

RADEK